profilki

niedziela, 29 marca 2015

Azerbejdżan - Baku

  "Nic nie może się równać z tym co widziało się na własne oczy"
                                                                      Colette


Krótko po zmianie ustroju w Polsce obudziła się w wielu z nas chęć zobaczenia świata.
Już nie trzeba było przez wiele miesięcy starać się o paszport, stać w kilometrowych kolejkach po wizę, powstały niezależne biura podróży oferujące ograniczoną acz już ciekawą ofertę wyjazdów, nawet tych dalekich.
I tak w 1990 r planując wakacje, całkiem przypadkiem, z żoną odwiedziliśmy nieistniejące już biuro podroży przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie..... i szok wakacje w Azerbejdżanie teoretycznie już wolnym, ale jeszcze tak na prawdę w schyłkowej postaci rosyjską republiką. Decyzja mogła być jedna ....jedziemy .
I stało się 24 godziny pociągiem do Moskwy (innego połączenia w tym czasie biura nie oferowały), potem autokarem na lotnisko Demodiedowo i pobyt w strefie dla obcokrajowców.
To był ten pierwszy szok. Obok głównego terminala malutki budyneczek  z napisem tylko dla obcokrajowców - teoretycznie strefa VIP , ale tylko teoretycznie. Było to niewielkie pomieszczenie z nieczynną toaletą i restauracją, ale nie byliśmy wymagającymi VIPami . Była to pierwsza nasza daleka zagraniczna podróż gdzie wszystko było wspaniałą i egzotyczną przygodą. Znając wtedy całkiem nieźle język rosyjski swobodnie przedostaliśmy się do głównego terminala by coś zjeść i skorzystać z toalety (instynkt socjalistycznych harcerzy odkrywców) ......no ale zaczęły się schody .
Ogromny terminal i do toalety kilometrowe kolejki, ale restauracja super i przy zamówieniu toaleta z wolnym wstępem.
A restauracja, wygląd koszmar, ale karta dań jak w Hiltonie  kawior tani jak barszcz i to w dużej ilości a  posiłki całkiem zjadliwe. Rozpuszczeni ekscentryczną ucztą złożoną z kawioru i sowietskoje szampanskoje   jak na VIPów przystało wsiedliśmy do autokaru i pod opieką stewardessy podjechaliśmy do samolotu   Tupolewa (Rosjanie niestety biegli na pieszo).  Po trzech godzinkach koszmarnego lotu w towarzystwie kóz kur i drobnej zwierzyny domowej wylądowaliśmy w Baku.
Tak na prawdę to dopiero w tym momencie powinienem zacząć tę opowieść.
Autokarem w eskorcie wojska (w Azerbejdżanie był jeszcze stan wojenny po rzezi Ormian ) przewieziono nas do wspaniałego ośrodka wypoczynkowego przeznaczonego dla rosyjskich notabli i obcokrajowców Giandżlik kilka kilometrów od Baku
na olbrzymim terenie wspaniały kurort i oddzielający nas od świata zewnętrznego wysoki mur wchodzący na 200 m w morze. Cała reszta wspaniała na terenie dyskoteka. cudowna plaża i dowożący nas na nią wyciąg krzesełkowy (  dla leniwych) . Droga na plażę była z górki wśród drzew figowych. Cudowny wypoczynek w egzotycznym miejscu choć jeszcze w socjalistycznej oprawie
tu jak raz nie drzewa figowe

Z ośrodka rzut beretem do Baku z jego cudownymi ludźmi wspaniałą architekturą i zabytkami .....cdn.




Polub na feacebook

Google+ Badge Obserwuj Bloga

mapa

Free counters!

Odwiedzający

Free counters!