profilki

niedziela, 7 czerwca 2015

Sycylia kobiece spojrzenie

  "Nic nie może się równać z tym co widziało się na własne oczy"
                                                                      Colette

A teraz o Sycylii z innej beczki....oczami kobiety -mojej żony -która opracowała ten artykuł




 Nadszedł czas aby podzielić się wrażeniami dotyczącymi atmosfery panującej na wyspie. A więc czas tutaj to pojęcie względne, godzina to  nie 60 minut ale znacznie więcej, nikt się nie spieszy, nie pędzi. Właśnie ten spokój, brak pośpiechu, "szacunek" do pracy uderzył nas już zaraz po przybyciu na wyspę. Na lotnisku obsługa należycie wypełnia swoje obowiązki, nikt się nie spieszy w myśl hasła - co nagle to po diable.





 Odprawa przebiega sprawnie, jak należy, tylko ci dziwni turyści zagraniczni jakoś się denerwują, że tak wolno, przecież zdążymy ich odprawić a jeśli nawet nie na tej zmianie to przecież przyjdzie zmiennik i po sprawie- on też musi coś mieć do roboty. Właśnie na lotnisku w Catanii zrozumiałam istotę strajku włoskiego i dlaczego nosi taką nazwę.




Klimat  Sycylii gorący, a więc sjesta obowiązkowa, oczywiście określony jest czas jej trwania. Okazuje się, że nasze zegarki szybciej odmierzają ten czas, początkowo trochę to denerwuje, ale można się przyzwyczaić. Najlepsza jest metoda prób i błędów, po prostu do godziny ponownego otwarcia sklepu należy dołożyć 60 minut i już. W przypadku sklepu to nie był problem, gorzej, że z uwagi na kontuzję syna potrzebowaliśmy środków opatrunkowych, ale nic to, obsługa apteki też w końcu powróciła ze sjesty i było o.k.
Co ciekawe na plaży ratowników też obowiązuje przerwa, może kogoś to dziwić, że na plaży dyżuruje 2 ratowników i muszą mieć przerwe w tym samym czasie, ale przecież wiadomo, że posiłki przyjemniej spożywa się w towarzystwie. Zresztą sjesta ratowników to nie jest problem, w porze "karmienia" na plaży zostawaliśmy praktycznie tylko my. Był to cudowny czas - na plaży luz, wolne leżaki, w plażowym barku nie ma kolejek, a obiad da się zjeść w ciągu 20 minut, szkoda słońca. Pilna obserwacja włoskich turystów pozwoliła na określanie godziny nie według słońca, ale według zaludnienia plaży. Puste leżaki to znak, że jest 12,30, leżaki się zapełniają a więc jest ok . 15.


pora karmienia

Osobny rozdział to turyści w hotelu - byli to w 90%  przedstawiciele Włoch. Z pewną nostalgią i zazdrością ich obserwowaliśmy, były to generalnie osoby w starszym wieku, zadowoleni, uśmiechnięci- zupełnie inni niż nasi emeryci. Włoski emeryt może pozwolić sobie na 2- tygodniowy wypoczynek nad morzem, a ilu polskich emerytów wypoczywa nad naszym Bałtykiem, oni też ciężko pracowali całe życie, tylko coś się porobiło z ich emeryturami i rentami, może po prostu zapomniano, że wypłacać się powinno w euro a nie w złotówkach ( taka mała dygresja mi się przydażyła). Ale wracając do Włochów, było to towarzystwo dobrze się bawiące, namiętni karciarze, biesiadnicy zarówno w restauracjach jak i w barach. Towarzystwo to swój pobyt zaczęło od odpłatnej rezerwacji stołów w restauracji, wszystkie posiłki należycie celebrowali, do maksimum wykorzystywali czas otwarcia restauracji. W związku z taką sytuacją nam pozostawało polowanie na wolny stolik, co nie było takie proste, nasza grupa liczyła 6 osób, ale dało się z tym żyć. Z biegiem czasu jakieś fluidy przeszły i na nas, też zaczęliśmy przedłużać okres spożywania kolacji ( śniadanie i obiad należy jeść szybko bo przecież my ludy zimnej północy jesteśmy spragnieni słońca).





Postanowiliśmy na własną rękę zwiedzić Syrakuzy, w tym celu posłużyliśmy się komunikacją lokalną  i tutaj odnieśliśmy sukces- udało się, i to w obie strony, autobusy przyjechały prawie zgodnie z rozkładem. Trochę nas zdziwiło, że  w autobusach funkcjonuje konduktor, ale co kraj to obyczaj. Ponieważ znam już specyfikę pewnych krajów więc było to normalne, że kierowca spotkawszy znajomego zamienił grzecznościowo parę słów, przecież nikomu się nie spieszy. Zbudowani tym sukcesem postanowiliśmy wycieczkę powtórzyć, tym razem zabierając potomstwo. Niestety już nie było tak łatwo- autobus po prostu nie przyjechał, po godzinnym oczekiwaniu jak niepyszni wróciliśmy do hotelu. Nasza rezydentka zagadnięta w tej sprawie stwierdziła, że to normalne, a nawet dziwiła się z naszego wcześniejszego sukcesu. Nie zrażeni porażką konsekwentnie chcieliśmy pokazać młodzieży Syrakuzy nocą, teraz już słuchając juniorów posłużyliśmy się taksówką ( chyba jest coś w twierdzeniu, że jajko mądrzejsze od kury). Oczywiście cena przejazdu podlegała negocjacjom-atmosfera zresztą była bardzo przyjacielska, dużo śmiechu, język biznesowy to dziwne połączenie angielskiego i włoskiego, ale bardzo skuteczny.


Juniorzy czyli jajko mądrzejsze od kury

Całe towarzystwo (oprócz fotografa) w trakcie oczekiwania na nocną biesiadę

Zwiedzając Syrakuzy zapragnęliśmy poczuć ich atmosferę, najlepiej jest to zrobić przysiadając w jakimś lokaliku. Byliśmy zmęczeni, głodni i spragnieni, pomni na to, że za chęć pobiesiadowania płaci się tzw. stolikowe ( nawet w wysokości 2-3 euro od osoby) chcieliśmy załatwić wszystko za jednym zamachem. Wybraliśmy cudowną, klimatyczną restauracyjkę gdzie stoły ustawione były na schodach, nierówno bo stopnie wyszczerbione, każde krzesło było z innej parafii, sztućce, talerze, kieliszki, obrusy również, ale wierzcie, tworzyło to wspaniały nastrój. Wystrój sprawiał wrażenie przypadkowości,  może wnętrze trochę przeładowane, ale z pewnością wszystko było starannie przemyślane, nic nie pozostawiono przypadkowi. Aby dokładnie obejrzeć wnętrze trzeba by poświęcić przynajmniej godzinę, ale warto.






















 Obsługiwał nas pan w stylu Piotra Skrzyneckiego, co jeszcze wzmocniło atrakcyjność miejsca, uśmiechnięty i jak to było w przypadku Piotra Skrzyneckiego- lekko "pod wpływem". Bardzo chętnie polecił nam lokalne wino, ale przestraszył się, że chcemy coś zjeść- powtarzał "Santa Madonna" łapiąc się za głowę - bo to przecież kłopot, tyle zachodu, może jednak samo wino wystarczy. Jednak byliśmy uparci no i dostaliśmy wspaniały posiłek i nie mniej dobre wino oraz szeroki uśmiech gospodarza i na deser pogawędkę z nim, co prawda on mówił w swoim języku, my również w swoim ( pan nie znał angielskiego), ale właśnie z tego powodu zabawa była wspaniała . Może kogoś zdziwić fakt, że zaryzykowaliśmy posiłek mimo ewidentnego  protestu  właściciela, ale najpierw  Panie dokonały lustracji najważniejszego pomieszczenia w każdej restauracji- toalety -w myśl słusznej zasady- pokaż mi swoją toaletę a powiem Ci kim jesteś. Pomyślna lustracja toalety oraz szybkie spojrzenie na kuchnie spowodowało, że zostaliśmy na dłużej- pobyt w tej małej restauracyjce to jedno z najmilszych wspomnień.


Mama mija oni chcą jeść



Zawsze myślałam, że Sycylia to kraj ultrakatolicki, a więc ogromnym zaskoczeniem było to, że  kościoły w Syrakuzach były generalnie zamknięte, ale to co mogliśmy zaobserwować to, że wystrój jest w porównaniu z niektórymi polskimi kościołami raczej skromny, bez zbędnego przepychu.O bogactwie sycylijskich kościołów nie świadczą kapiące złotem kielichy, krucyfiksy, obrazy, kandelabry lecz  misternie rzeźbione wykonane z różnokolorowej marmurowej mozaiki, surowe w swej prostocie ołtarze.  Mam też nieodparte wrażenie, że każdy wierzący ma swojego ulubionego świętego, niektórzy świeci cieszą się większym uznaniem, inni mniejszym- wskazuje na to ilość zapalonych świec przy figurach świętych.






Niezwykle ciekawa jest też historia związana z czaszką znajdującą się u nóg ukrzyżowanego Jezusa, opowieść powtarzam za naszą przewodniczką. A było to tak - ponieważ Adama do grzechu pierworodnego  skłoniła Ewa, więc to mała, kobieca czaszka znajduje się u nóg Jezusa na całym świecie, ale Sycylijczycy uparcie twierdzą, że Ewa jako słaba, mało rozgarnięta kobieta nie mogła namówić do grzechu silnego, mądrzejszego  Adama (kult macho), on sam podjął taką decyzję, toteż właśnie  duża, męska czaszka znajduje się na krzyżu. Uczeni Kościoła wiedzą swoje a Sycylijczycy i tak wiedzą lepiej, tak to już jest.  Zdarzyła nam się też zupełnie nie zrozumiała dla Polaka historia, mianowicie chcieliśmy zobaczyć jak wygląda msza w małym sycylijskim kościołku, zgodnie z grafikiem mszy udaliśmy się do miejscowej świątyni, zgromadziło się sporo wiernych, czekaliśmy około godziny na kapłana, no ale się nie doczekaliśmy, kręcąc głowami wróciliśmy  do hotelu, zaskoczeni byliśmy tylko my, tubylcy sprawiali wrażenie przyzwyczajonych do tego, że ksiądz nie przyszedł, ot taki folklor, głęboko katolickiego kraju.


czekamy, że może ksiądz wpuści nas do świątyni (bezskutecznie)

ciąg dalszy nastąpi niebawem wg. czasu polskiego





Polub na feacebook

Google+ Badge Obserwuj Bloga

mapa

Free counters!

Odwiedzający

Free counters!