profilki

Kobiecym okiem Dominikana ciąg dalszy

"Nic nie może się równać z tym co widziało się na własne oczy"
                                                                                                       Colette



Nasz hotel położony jest w niedużej turystycznej miejscowości - jest posterunek policji, bazarek, 2 albo 3 minimarkety , szyldy w języku rosyjskim zapraszają do wejścia. Jesteśmy zdziwieni bowiem bazar czynny jest tylko do godziny 20 - jest to bazar z towarami dla turystów, w najbliższej okolicy jest kilka hoteli, kupujący pojawiają się późnym popołudniem i jest ich niewielu. Sprzedawcy sprawiają sympatyczne wrażenie, nie są nachalni, szybko rozumieją nie , chętnie przystępują do zabawy w targowanie się.





Dobrze, że na Dominikanie był papież Jan Paweł II i  że jest Robert Lewandowski tak łatwiej wytłumaczyć różnicę między Polakami a Rosjanami. Miejscowość sprawia dość przygnębiające wrażenie - wygląda trochę jak getto z amerykańskich filmów, myślę, że w nocy nie czułabym się tutaj bezpiecznie - a może to pozory, nie wiem, tym razem nie próbowaliśmy miejscowego życia nocnego.




Na naszej plaży i przy hotelowym basenie zdarzyło się parę kradzieży telefonów, nawet obecność hotelowej ochrony nie zapobiegła temu, jest to bardzo przykre gdyż prowadzi do spoglądania na sąsiada i obsługę hotelową z pewną podejrzliwością. Wypoczywający oddalając się z leżaka zabierali co cenniejsze rzeczy, albo ktoś pozostawał na leżaku i pilnował dobytku, oczywiście można było zostawiać telefon w pokoju ( były przecież sejfy), ale przecież obecny telefon to również aparat fotograficzny, mp-3, a wiec gadżet potrzebny na plaży.


W hotelu przewaga turystów z Ameryki Południowej , króluje latynoski typ urody, jest też sporo osób o czarnej skórze, trochę Amerykanów, Niemców, Rosjan i Polaków. Na plaży szczególnie wśród pań króluje rozmiar XXL, cieszy mnie, że osoby te nie sprawiają wrażenia zastraszonych, zakompleksionych ofiar mody na rozmiar 34, przeciwnie odziane w bikini dumnie spacerują plażą.


Wieczorem, w barku przy basenie, gdzie codziennie leci na żywo tzw. muzyka latynoska tańczą do upadłego, ale jak tańczą, patrzymy z podziwem i po raz kolejny dochodzę do wniosku, że mają inną budowę anatomiczną, to co europejczyk osiąga długim treningiem im przychodzi bez trudu, po prostu mają ten ruch i taniec we krwi. Natomiast czar pryska w stołówce - jakość jedzenia przeraża - ogromne ilości frytek, hamburgerów, bekonu, pizzy zapijane Coca-Colą. Przy plaży funkcjonuje tutejszy MC' Donald - ogrom porcji wynoszonych przez część plażowiczów jest niewyobrażalna, niesamowita jest również ilość klientów korzystających z tego przybytku.



W pozostałych restauracjach hotelowych jedzenie jest wyśmienite - owoce morza, ryby, owoce i warzywa w najprzeróżniejszych formach aż przytłacza, do tego również tzw. kuchnia europejska. Do śniadania serwowane są również świeżo wyciskane soki w tym mój ulubiony - szpinakowy. Trafiliśmy na sezon mango – zapach i smak śni mi się po nocach. Banany, te niepozorne, mniejsze niż w naszych sklepach - poemat.



 Naszym hitem okazała się jednak chinola (czyli owoc passiflory), owoc bardzo marnie wyglądający, jakby lekko zgniły a smak kwaśny ale i słodkawy, pesteczki pokryte jakby śluzem i dlatego jednogłośnie nazwaliśmy chinolę swojsko brzmiącym mianem „żabi skrzek”. Muszę przyznać, że ów skrzek spożywaliśmy w nieprzyzwoitych ilościach.

w tle wspaniałe owoce chinola
Wokół hotelu rozciągały się dzikie plaże na których królowały palmy kokosowe, spacerując trzeba było uważać aby nie dostać w głowę spadającym kokosem, płytkie, spokojne, ciepłe morze. Lekki wiaterek powoduje, że nie czuje się upału. Sporadycznie spotykamy innych spacerowiczów a wtedy pozdrawiamy się z uśmiechem „hola”czyli cześć.



W trakcie spacerów widziałam kilka ślubów udzielanych na plaży - coś niesamowitego. Państwo Młodzi i ich drużbowie w eleganckich strojach, natomiast goście jak kto chce – elegancko i plażowo, ma to niesamowity urok.




Tak się zastanawiam jaka jest Dominikana;

piękna krajobrazowo - widoki do zapamiętania na całe życie

biedna – widać to na każdym kroku, mam wrażenie , że nie jest to powód do wstydu, raczej wydaje się to być stwierdzeniem faktu- jest jak jest



pogodni , uśmiechnięci, życzliwi ludzie, sprzedawcy nie są nachalni

niby republika demokratyczna a aby zakupić kartę do internetu musisz się wylegitymować (wtedy w naszym kraju nie obowiązywała jeszcze rejestracja kart), wstęp do niektórych miejsc tylko po spisaniu z dokumentów

niby państwo wolne a zakochane w Stanach Zjednoczonych- widziałam jak świętowano 4 lipca, miałam wrażenie, że to dominikańskie święto niepodległości


niby bezpiecznie a jednak w Santiago miejscowi ostrzegali, żeby nie trzymać na wierzchu aparatów i telefonów. W naszym hotelu doszło do kilku kradzieży

na lotnisku przy odlocie nasz bagaż i my był trzy razy kontrolowany przez psy- Dominikana ma niesamowity problem z przemytem i handlem narkotykami

są autostrady, jest prawo o ruchu drogowym, ale nikt nie zwraca uwagi na to, że kierowca jest pod wpływem alkoholu, światła drogowe działają a jakże ,tylko może szkoda , że wszystkie naraz. Przejeżdżając przez skrzyżowanie nigdy nie wiedzieliśmy na jakim świetle jedziemy. Jednak nie widzieliśmy żadnej stłuczki, chociaż podobno wypadków jest sporo


na ulicach widać policjantów, jednak sprawiają wrażenie znudzonych życiem. Obok bramek na autostradzie stoją uzbrojeni w ostrą broń mundurowi ( nie wiem czy to wojsko czy co)

życie toczy się tutaj wolno, nikomu się nie spieszy

owoce , soki , jedzenie wspaniałe, chociaż rozczarował mnie tutejszy rum - dla mnie nie do wypicia oraz narodowy trunek „Mama Juana” (taki syrop na kaszel)

Artykuły o Dominikanie na blogu





Komentarze

TOP