profilki

czwartek, 16 lipca 2015

Kobiecym okiem - księżycowy krajobraz i kolorowy tłum czyli Etna i Taormina

"Nic nie może się równać z tym co widziało się na własne oczy"  Colette



Odwiedzić Sycylię i nie zobaczyć Etny to trochę jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. Nasi juniorzy zrozumieli tę zasadę i nawet chętnie zgodzili się na udział w wyprawie na wulkan, a więc cała nasza szóstka ochoczo wsiadła do autokaru. Krajobrazy mijane po drodze były urokliwe,  wsie przypominały raczej małe miasteczka niż nasze polskie wsie, autokar pracowicie wspinał się coraz wyżej i wyżej.

Etna z daleka


 Za szybami pojazdu coraz mniej było zieleni, zaczął przeważać kolor szary, czarny. W świetle słonecznym, w upalny dzień wyglądało to jak ogromne hałdy brudu . W końcu  autokar zaparkował i rozpoczęło się "zwiedzanie " wulkanu. Mój pierwszy szok-  świeci wspaniałe słońce, niebo ma kolor lapis lazuli, termometr wskazuje 30 stopni celcjusza i wieje ogromny, przenikający wiatr. Tak naprawdę to nie wiedziałam czy jest mi zimno czy ciepło, wiatr przewiewał na wskroś, miałam wrażenie, że wpada jednym uchem, wypada drugim wymiatając po drodze resztki szarych komórek . Ale nic to, trzeba iść dalej, zobaczyć kratery, przecież po to tutaj przyjechałam. Zaskoczyły mnie swoimi rozmiarami- głębokością i szerokością oraz fakturą.



 Do tej pory kratery widziałam "na filmie" co nie oddaje rzeczywistości. Ludzie na tle kraterów wyglądają jak mrówki. A Etna ma ich wiele. Wspinaczka  na krater nie jest trudna, idzie się wytyczoną ścieżką, jednakże dla mnie nie była fajna- miałam na nogach bardzo odkryte sandałki a lawa jest ostra, każdy kawałek który dostał się do buta drapał stopę. Moi panowie odziani w adidasy zdobywali okoliczne skałki, skakali jak kozice, raźno pokrzykiwali- jeszcze  tutaj trzeba wejść, jeszcze jedna fotka, a ja stałam szczelnie otulona szalem, patrzyłam na szary, księżycowy krajobraz i powoli ogarniała mnie depresyjka. Nienawidzę wiatru, krajobrazu pozbawionego roślinności, wszech ogarniającej szarości- jak dobrze, że  świeci słońce, że Etna jest na Sycylii, bo w naszej strefie klimatycznej, w październiku to byłaby już depresja- szaro, ponuro i do domu daleko.



 W tych odczuciach byłam osamotniona, panów Etna zauroczyła tym czym mnie przeraziła, ale o gustach się nie dyskutuje. Bardzo dobrze, że z tego samego miejsca wynosi się zupełnie inne wrażenia- to świadczy o magii miejsca. Bo Etna dla mnie jest kobietą,  jest magiczna- i jak każda kobieta  zmienna-  osnuta mgłami, czasami śpi, czasem pomrukuje, innym razem wściekła dymi, wybucha potokiem lawy- jest nie okiełznana, rządzi się swoimi prawami, których my ludzie jeszcze do końca nie poznaliśmy. Etna  to też jednak zieleń (oczywiście na niższej wysokości), gdzie uprawia się winorośle, są winnice, park narodowy, z racji specyficznego klimatu powstały stoki narciarskie. Wulkan wzbudził mój szacunek i respekt, ale też przestrach i może te odczucia pogłębiły moją depresyjkę. Zdecydowanie nie mój klimat. Stojąc  na szczycie krateru i patrząc w dół przypomniało mi się, że według greckiej mitologii we wnętrzu Etny jest kuźnia Hefajstosa- jestem w stanie w to uwierzyć, mimo, że nie byłam na obecnie aktywnym szczycie.

Obecny krater Etny

Nastrój poprawiło mi odwiedzenie licznych kramików rozmieszczonych wokół parkingu- nie dlatego, że tzw. pamiątki były wyjątkowo piękne, ale głównie dlatego, że były kolorowe. Oczywiście wzrok przyciągały wyroby z lawy (chociaż wg słów naszej przewodniczki- nie wszystko co wygląda jak lawa jest z lawy)- kupiłam pierścionek jako moje " veni, vidi, vici ".

Po słonecznych chwilach na zboczu zrobiło się tak

  To była  moja Etna, a teraz kilka słów na jej temat przekazanych przez przewodniczkę:
Na zboczach wulkanu zbudowano duże, luksusowe uzdrowisko dla wyższych hierarchów kościelnych, aby w godziwych warunkach, w odpowiednim mikroklimacie regenerowali swoje  zdrowie tak nadwyrężone działaniem na rzecz wiernych. Zbudowano również,  w nieco  innej odległości  prowadzony przez siostry zakonne dom pomocy dla bardzo niepełnoprawnych dzieci. Siostry  poświęciły się całkowicie opiece nad dziećmi,  rokrocznie w sierpniu wyjeżdżają z nimi na wakacje. Pewnego roku (przewodniczka podawała dokładną datę, ale zapomniałam), właśnie w sierpniu Etna się zdenerwowała i wybuchła, wartko płynęły potoki lawy, niszcząc wszystko po drodze ( w tym również kościelne sanatorium). Lawa zagrażała także domowi prowadzonemu przez siostry, na szczęście dzieci w tym czasie nie było. Gorący potok doszedł do ogrodzenia, ominął je nie czyniąc szkody i potoczył się dalej. Miejscowi mówią, że Etna wie co robi.

dom pomocy prowadzony przez siostry zakonne ocalał

Z uwagi na nieprzewidywalność wulkanu władze wydały zakaz budowania domów (w dużej mierze tereny Etny sa w rękach kościelnych i prywatnych), ale to przecież Sycylia - więc co jakiś czas powstają nowe domy.
Kiedyś niektóre tereny Etny i okolic stanowiły ostoje dla zwierząt- był to raj dla myśliwych. Ludzka bezmyślność doprowadziła praktycznie do wytrzebienia fauny, zniszczenia flory. W 1987 roku powstał tutaj park narodowy, dzięki czemu zaczęło wracać życie- słychać już śpiew ptaków, wiele gatunków powróciło w te rejony- są tutaj bezpieczne. Szczególnie dobrze mają się lisy. Chytruski szybko nauczyły się, że turyści to karmiciele, wystarczy przystanąć na chwilę,  nacisnąć klakson a już się pojawia lisek oczekujący na smaczny kąsek, są trochę rozpuszczone- nie wszystko chętnie jedzą, a może to jednak instynkt im podpowiada, że np. pizza to nie jest najwłaściwsze danie dla zwierzątka.



Muszę się przyznać, że widok lisa wyłaniającego się z lasu na dźwięk klaksonu był uroczy, ale czy podanie mu pizzy nawet z szynką to dobry pomysł, nie jestem pewna. Istotnie lis był niewątpliwie Sycylijczykiem, ale dla niego zdrowsze byłoby samo mięsko. Myślę też, że przecież ruch turystyczny w tym rejonie nie zawsze jest taki duży, czy zwierzęta te potrafią jeszcze polować, czy nie głodują w czasie posuchy- mam wątpliwości. Takie karmienie zwierząt jest niewątpliwą atrakcją turystyczną- ale uwaga, żeby nie zrobić stworzeniu  krzywdy.
Wysokość wulkanu wskutek wybuchów jest zmienna - jak kobieta raz zakłada 12 cm szpilki, innym razem adidasy- i czemu się dziwić
Najsilniejszy odnotowany wybuch wulkanu był w 1669r., kiedy to lawa dotarła do położonej u podnóża  Etny Katanii bardzo ją niszcząc
To była moja Etna- jeśli będziecie mieć taką możliwość dowiedzcie ją, bo jednak warto. Pamiętajcie o odpowiednim obuwiu i stroju przeciw wiatrowym.


te wszystkie wzgórki to dawne kratery Etny

Po księżycowym krajobrazie Etny ruszyliśmy na zwiedzanie Taorminy- chyba najsłynniejszego kurortu Sycylii. Już sama jazda autokarem daje przedsmak tego co nas czeka - nie będę opisywać pięknych widoków bo nie potrafię, a nieprofesjonalny opis zakrawa o kicz. Wjazd do miasteczka- zatrzymujemy się na ogromnym kilku piętrowym parkingu na obrzeżu, trzeba się pilnować, bo jak nie zwrócisz uwagi na którym poziomie zaparkowany jest autokar to tylko pozostaje modlitwa , tak łatwo się nie znajdziesz.





 Wychodzimy w pełne słońce, upał na pewno powyżej 30 stopni, karnie podążamy za przewodnikiem, szybkim krokiem zaliczamy program obowiązkowy, czuję się trochę jak przysłowiowy Japończyk- fotka za fotką, obejrzę je w domu. Chce coś dokładniej obejrzeć, ale nie, mąż z wprawą poganiacza niewolników pokrzykuje -"chodź szybciej, bo znowu się zgubisz", no tak orientacji w terenie nie mam żadnej, a teraz rozprasza mnie tyle rzeczy a więc biegnę. Po programie obowiązkowym- tzw czas wolny.





 Dla mnie to czas przyspieszony- znowu odzywa się poganiacz niewolników, zachłanny na zabytki, strzela zdjęcie za zdjęciem, co przystanę to woła- chodź zobacz co jest tutaj a więc znowu pędzę, wspinam się po schodkach, zaglądam do bram, czasami dostaję do rąk aparat fotograficzny, ale nie jest dobrze - zbyt wolno robię zdjęcia, czas ucieka. Wpadamy do kościołów- zdjęcia, zdjęcia, wypad- kolejne uliczki, zaułki, kafejki- zdjęcia, zdjęcia.




Jest upał, pot zalewa oczy, woda mineralna ciepła jak zupa, nic to, biegniemy dalej. Mijamy najwęższą uliczkę świata - dobrze, że wycieczka jest na początku pobytu bo pod koniec nie wiem czy bym się w niej zmieściła (dieta śródziemnomorska w moim przypadku wcale nie odchudza).




 Na placu głównym stoi złoty posąg- chcę fotkę, ale tutaj zawał serca - posąg się rusza i chce 5 euro za zdjęcie.Idziemy dalej, na ulicach głównych panuje ścisk, mnóstwo kramików, sklepików, mieszają się chyba wszystkie języki świata. W pewnym momencie staje jak wryta- wydaje mi się, że widzę Brigitte Bardot. Do dzisiaj nie wiem czy to iluzja (przecież Taormina to jedno z jej ulubionych miejsc) czy prawda.


Zamek w nim muzeum.....na szczęście siesta więc zamknięte


Wreszcie siadamy w nastrojowej kafejce- piwo, kawa, woda, cień- wspaniale. Chwila oddechu i czas na refleksje- nie dziwimy się, że Asnyk i  Iwaszkiewicz byli  zauroczeni miastem. Ten ostatni często wracał do Taorminy , otrzymał nawet honorowe obywatelstwo miasta. Ciekawe, że jego twórczość jest na Sycylii jest powszechnie znana, utwory Iwaszkiewicza są w kanonie lektur. Tak to czasami dziwnie się układa- w Polsce prawie wyklęty, tutaj poważany. Przypomina mi się też zauroczenie Chmielewskiej tym miejscem, to tutaj odpoczywa po ciężkich przeżyciach bohaterka  z utworu "Całe zdanie nieboszczyka" . Niestety czas wracać, szkoda, pobyłoby się jeszcze przynajmniej jeden dzień
.







Taormina to kolejne magiczne miejsce, jak dla mnie zbyt zatłoczone, jednak pełne zadbanych, urokliwych miejsc. Nie potrafię powiedzieć co najbardziej mi się podobało, może miejski ogród- oaza zieleni i spokoju. Ogród założyła angielka zakochana w Taorminie- Florance Trevelyan. Pobudowała wspaniałe woliery będące ostoją dla ptaków, jaszczurek itp. Dobrze, że przyjechaliśmy i dobrze, że tutaj nie mieszkamy bo w tym gwarze, ścisku nie mogłabym odpocząć. Zdecydowanie wolę spokojne Syrakuzy.








I jeszcze rzut oka na uliczki i zaułki Taorminy







Jeżeli chcesz poznać kobiece spojrzenie zapraszam do  artykułów

Sycylia kobiece spojrzenie
Sycylia kobiecym okiem ciąg dalszy
Włochy, SYCYLIA -  mafia historia i dzień dzisiejszy




Polub na feacebook

Google+ Badge Obserwuj Bloga

mapa

Free counters!

Odwiedzający

Free counters!