profilki

Kobiecym okiem - Hawano przybywam

"Nic nie może się równać z tym co widziało się na własne oczy" Colette



 Hawano przybywam - czyli veni, vidi, 

ale to o Hawanie mogę powiedzieć vici . Tak, bo mnie zdobyła, podbiła, zauroczyła.
 Nie będę opisywać zabytków, ale subiektywne wrażenia i odczucia jakie towarzyszyły mi podczas peregrynacji stolicy Kuby.






Kapitol większy od amerykańskiego

Hawana istnieje jakby w 2 czasoprzestrzeniach - ta z okresu kolonizacji, przedrewolucyjna i ta współczesna z Placem Rewolucji , ambasadą rosyjską przypominającą olbrzymi bunkier, blokami z wielkiej płyty, itp.......przenikają się wzajemnie i jednocześnie nie mogą istnieć bez siebie.





Przyjechaliśmy na Kubę, kiedy otwarto ambasadę amerykańską w Hawanie i parę dni przed wizytą papieża Franciszka na wyspie. Pod ambasadą amerykańską nie było żadnej kolejki po wizy, a takiego widoku się spodziewaliśmy, w oczy rzucały się tylko puste maszty hańby na których do niedawna powiewały flagi hańby,imperialistycznych, złych państw na czele z amerykańską.

Ambasada amerykańska z masztami hańby

Na Placu Rewolucji, gdzie miała się odbyć msza z udziałem papieża nie działo się nic, dziwne. Po ulicach jeździły amerykańskie, stare samochody, konne dorożki no i oczywiście koko-taxi. Nikt się nie spieszy, nie ma korków.





Mnóstwo knajpek, oczywiście połowa z nich szczyci się tym, że pił tutaj swoje drinki Hemingway i jest w tym dużo prawdy, gdyż jako alkoholik z wyboru aktywnie uprawiał swoje hobby włócząc się od knajpy do knajpy .








Patrzymy na pozostałości chińskiej pagody będącej kiedyś bramą do chińskiej dzielnicy, na hebanowy bruk na placu przed pałacem gubernatora. Tak, tak hebanowy, bo odgłos końskich kopyt na zwykłym bruku budził gubernatora ( kiedyś władza też miała różne pomysły).

hebanowy bruk przed  Pałacem Gubernatora





Podziwiamy najstarsze drzewo - zabytek jak nasz polski dąb Bartek. Zachwycamy się Kapitolem będącym kopią amerykańskiego , tylko większym, oczarowuje gmach opery i baletu kubańskiego. Przechadzamy się uliczkami Hawany, zwiedzamy twierdze i patrzymy i patrzymy, chłoniemy atmosferę tego miasta.

Najstarszy kościół w Hawanie podobno pamiętający czasy Kolumba z najstarszym drzewem w tle

Gmach baletu Hawańskiego



W spacerach co krok spotykamy postument przedstawiający bohatera narodowego Hose Marti, jest on obecny wszędzie, symbole rewolucji, poza tymi oczywistymi przy Placu Rewolucji już tak się nie rzucają w oczy.





 Promenada ciągnąca się wzdłuż oceanu to kultowe  miejsce spotkań i spacerów hawańczyków. Też  tam siedziałam , za plecami fale oceanu rozbijały się o mur, z przodu arterią jeździły auta, świeciło słońce, było wspaniale. Hawana to w zasadzie miasto w ruinie, ale jak to ktoś powiedział " jaka wspaniała ruina". Tynk obsypuje się z murów, wiele budynków już runęło, część nich  porasta roślinność, ale to wszystko tworzy niesamowitą atmosferę, ma swój styl.

Promenada zapełnia się Hawańczykami o 11 pm przychodzą tam chyba wszyscy




Zawalony budynek a rusztowania w pergolach roślinności


 Obecnie UNESCO  powolutku remontuje stare miasto i rzecz dziwna- wspaniale odrestaurowane, kolorowe kamienice biją w oczy, wręcz zaburzają piękno domów nadszarpniętych zębem czasu. Zauważyłam ten dysonans dopiero po pewnym czasie, kiedy to przeszłam okres zaszokowania ogromem ruin, dewastacji, kiedy pierwsze skojarzenie to było - miasto po ciężkiej wojnie.






Kolejny etap to zachwyt - jakie to piękne, mimo, że w ruinie, potem zgrzyt nowego ze starym.  No cóż odnowione zabytki nie pozwalają działać wyobraźni, wszystko jest podane jak na tacy. Mnie bardziej podoba się miasto, które przeżyło co swoje i te trudy odcisnęły  piętno na wyglądzie. Wtedy jest jak twarz starego człowieka, którego życie nie oszczędzało, ma ogromną dramaturgię i jest na swój sposób piękna.








Dlatego trzeba znaleźć czas aby usiąść w knajpce, zamówić kolejnego drinka i chłonąć atmosferę miasta, przymknąć oczy i wyobrazić sobie jak to wyglądało w czasach prosperity. Może poczujemy zapach perfum eleganckiej damy przejeżdżającej tędy 80 lat temu , a może zaraz na kolejnego drinka wejdzie Hemingway.











Tak widzę moją Hawanę.



TOP